Asha

Cześć nazywam się Asha, to podobno od angielskiego słowa Ash czyli popiół. Ja się języków obcych nie uczyłam, więc wierzę, że to prawda. Imię to wybrała mi ciotka z fundacji bo mam taki śmieszny kolor futerka, ni to szare, ni to czarne, ni to białe – wszystko razem.
Pod opiekę fundacji trafiłam jakiś miesiąc temu. Znalazł mnie i moją siostrę jeden z wujków przejeżdżając obok mojego domu. Tak, no wiecie miałam dom, tylko jakoś nikt się mną tam nie opiekował za bardzo. Moją siostrą też…
Jak mnie wujo wziął stamtąd to ważyłam nieco ponad kilogram, a jestem już dorosłą kocią damą. Przez to, że nikt się mną nie zajmował okazało się, że przyplątał się do mnie katar i co gorsza (tak mówią ciotki) zapalenie płuc. Podobno to całe zapalenie dla kota to bardzo zła rzecz, ale co ja tam wiem, ja się na medycynie nie znam. Miałam też jakąś przepuklinę i 2 metalowe kamyki w ciele – doktor mówił, że to jakieś śruty czy coś. Ogólnie było ze mną kiepsko, ale jak tylko fundacja się mną zajęła zaczęłam wracać do zdrowia.
Teraz jest fajnie, ciotka się mną zajmuje, głaszcze i karmi.
Mojej siostrze niestety się udało już się pomóc.
Ciotce, u której mieszkam coś nie pasuje w moim oddychaniu przy zabawie, nie podoba jej się to, że nie chce skakać i że cały czas leci mi coś z oczu.
Byłyśmy u doktora (przyznam gość całkiem miły), który mnie oglądał i osłuchiwał. Nie spodobał mu się jakiś szmer z prawej strony serduszka i jego powiększenie z tej strony na zdjęciu RTG. Nie był zachwycony również z moich zaczerwienionych oczu. Nie chciałam też dać sobie zbadać tylnych nóg, co doktor razem z informacją, że nie chce skakać uznał za objaw problemów z miednicą albo bioderkami.
Czeka mnie teraz seria badań: badanie krwi, echo serduszka, RTG bioderek, jeszcze jakieś USG itd.
Prawdopodobnie będą mi musieli podawać jakieś sterydy cokolwiek to znaczy, a i tak już codziennie wlewają mi krople do oczu choć nie bardzo za tym przepadam.
Ciotki i wujowie robią co mogą, ale tyle badań będzie ich trochę kosztować, pomóżcie im proszę zebrać tę kasiurkę, żeby można mnie było w pełni zdiagnozować i leczyć, co by ciotka, u której mieszkam nie musiała się o mnie martwić.
Pozdrawiam Was ciepło i trzymajcie ze mnie kciuki.